Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Późną nocą, gdy miał Krystjana dla siebie, wyrzucił Crammon całą wściekłość swoją.
— Zastrzelę go jak psa, jeśli się raz jeszcze poważy to uczynić! Cóż sobie myśli ten człowiek? Cóż to za manjery? Gdzie się chował ten wisielec w okularach? Ach, jakże dobrze przeczuwałem wszystko, znieść nie mogąc ludzi w okularach. Czemuż go nie wygnasz do djabła? W ciągu swego grzesznego żywota napotykałem śmietankę i szumowiny, ale takiego draba nie widziałem do tej pory... nie! Muszę zażyć bromu, inaczej nie zasnę!
— Jesteś, zdaje mi się, niesprawiedliwy, Bernardzie! — odparł Krystjan spuszczając oczy, a twarz jego była surowa, nieprzenikniona i zimna.

8.

Amadeusz przedłożył Krystjanowi swój plan. Chciał jechać do Berlina w celu uczęszczania na uniwersytet i przysposobienia się do pierwszego egzaminu medycznego.
Krystjan skinął głową na znak aprobaty i powiedział, że wkrótce także przybędzie do Berlina.
Amadeusz jął chodzić po pokoju, nagle przystanął i spytał opryskliwie:
— Az czego będę żył? Czy mam kopjować stare akty, lub zabiegać o slypendja? Jeśli mi chcesz odmówić dalszej pomocy, to powiedz otwarcie. Nauczyłem się już brodzić w błocie, a to nowe, nie będzie, sądzę, gęstsze od dawnego.
Zdumiało to Krystjana, bowiem przed tygodniem dopiero w Holandji, dał Amadeuszowi dziesięć tysięcy franków.
— Ile ci potrzeba? — spytał.