Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


łamiącym się chłopięcym głosem. Nagle błyskawica rozradowania przebiegła po jej maleńskiej twarzyczce, brzydkiej, a przepojonej urokiem. — Nawet mi to nie przyjdzie trudno. Wszystko w mem życiu jest na wspak, toteż jeśli czasem niespodziewanie nastąpi coś pomyślnego, czuję się bardzo nieszczęśliwą, bowiem przedstawiałam to sobie inaczej. Najlepiej dla mnie jeśli pragnienia moje nie spełnią się wcale.
— Przedziwna istota! — powiedział Crammon z podziwem.
Joanna westchnęła komicznie.
— Tak, tak, — ciągnęła dalej, poruszając z umysłu dziwacznie chudą szyjką — drogi mój protektorze, radzę panu byś mi się pozbył odwrotną pocztą. Jestem przeszkodą komunikacji, uosobieniem złego znaku. Podczas mych narodzin zjawiła się przy mnie niejaka pani Kasandra, o której gadają tyle złego.
Wszak pamiętasz pan nasze strzelanie do celu w Ashburhillu? Trafiłam w czarne i wszyscy się dziwili, a najbardziej ja sama. Tymczasem broń wypaliła zanim wzięłam na cel. Takimi drobnymi podarkami przymila się do mnie przeznaczenie, chcąc mnie ukołysać. Ale to na nic... Ha, zakonnica!
Urwała nagle przerażona i szeroko otwartemi oczyma wpatrzyła się w ogród, przez który szła Urszulanka. Skrzyżowała ramiona i jęła liczyć z ogromną wprawą... siedm, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa jeden... Potem roześmiała się, pokazując przepyszne zęby.
— Czy tak się czyni zawsze na widok zakonnicy? — spytał Crammon z fachowem zainteresowaniem.
— Tak jest, to przepis obowiązujący. Ale znikła, zanim doszłam do jedynki. Nie jest to dobry znak. Zresztą, baronie, pańska terminologja sportowa jest mi