Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiła wtajemniczyć siostrę, bardzo wielkoduszną w takich razach... Wszystko to wyśpiewała tak zuchwale, że zesłabłem i stałem się jej sprzymierzeńcem. Teraz oto siedzi, nieco osowiała w hotelu dc ta Plagę, trapiona skrupułami moralnymi, ja zaś nie wiem co począć.
Nie sposób teraz brać Krystjana na takie awanturki. Muszę to wytłumaczyć dziewczynie. To wszystko zresztą biorę tylko mimochodem, jako glossę. Proszę, zechciej książę mówić dalej.
Wiguniewski słuchał opowiadania niedbale. Po chwili podjął:
— Minione miesiące dały nam wszystkim niezapomniane widowisko. Widzieliśmy parę ludzi wolnych, o wyższej nad zwykłą legalności, a skończyło się to jak komedja bulwarowa. I to z jego winy. Stosunek taki posiada swój organiczny, naturalny kres, trzeba to jeno wyczuć. Miast tego doprowadza do scen przykrych, stara się o spotkania w warunkach upokarzających go. Czeka na nią godzinami w jej apartamentach, zadawalniając się skinieniem głowy, gdy mija obojętnie. Czekał tak raz przez całą noc, zatopiony w książce. Znosi lekceważące traktowanie takiej Rappard. Nie zraża go nieprzyjmowanie posyłanych codziennie kwiatów i owoców... Cóż to wszystko oznacza?
— Oznacza to wielką dla mnie troskę! — westchnął Crammon. Istotnie, rzecz niepojęta!
— Przedwczoraj, podczas kolacji jakby przez szyderstwo wyznaczono mu miejsce na szarym końcu, a w dodatku nie znał wcale sąsiadów swoich. Ona zacina się, aż do okrucieństwa, z powodu iż on nie unika tych upokorzeń, jego zaś pociąga to, jakoby, właśnie. Przez cały czas siedział w milczeniu. Potem nastąpiła dziwna scena. Stał o kilka kroków od grupy,