Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


smutek żon rybaków i śpiewaka operowego z dwudziestu frankami w kieszeni.
Pojął wszystko, wszystko!
— Krystjanie! — zawołała Ewa, takim tonem, jakby szukała czegoś w ciemni.
— Nastał wieczór! — powiedział drżąco.
— Krystjanie! — wykrzyknęła Ewa.
On zobaczył nagle Amadeusza, który wyszedł właśnie z ciemnej grupy drzew, gdzie nań czekał widocznie. Czynił gwałtowne gesty w kierunku okna. Pożegnawszy Ewę spiesznie, wyszedł z jej pokoju.
Patrzyła za nim bez ruchu.
W chwilę potem, zapominając o bolących jeszcze stopach, udała się do garderoby, otwarła kasetkę z klejnotami, dobyła Ignifera i jęła nań patrzeć w poważnej zadumie.
Potem wetknęła djament we włosy i przejrzała się w zwierciadle. Była chłodna, blada, a oczy miała spokojne. Skrzyżowawszy na piersiach ramiona, trwała w kontemplacji.

21.

Krystjan i Amadeusz szli tamą w kierunku Duisbergen.
— Mam panu uczynić zwierzenie! — zaczął Amadeusz. — Grałem w ruletę w Ostendzie.
— Mówiono mi o tem! — odparł Krystjan z roztargnieniem. — Oczywiście, przegrałeś pan?
— Djabeł mi się ukazał! — rzekł Amadeusz głucho.
— Ileż pan przegrałeś? — spytał Krystjan.
— Masz pan zapewne na myśli jakiegoś wyrafinowanego djabła, jakąś halucynację, czy produkt fantazji poetyckiej? — ciągnął Amadeusz dalej, bez tchu niemal, tonem nieprzyjaznym. — Nie, nie, był to praw-