Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


książki, cięży oczywiście starej matce swojej, a gdy doń przemówić, warczy jak zły pies. Niesłychane rzeczy zdarzyć się musiały w Halbertsroda. Nie sposób dojść sprawy, czasem tylko wypływa pogłoska, czy podejrzenie, że zajść coś miało jakoby z radczynią.
— Wszakże leśnik miał jednego jeszcze syna? — przerwał gadule Krystjan, w którym obudziły się wspomnienia wczesnej młodości:
— Tak jest! — odparł wójt. — Miał jednego jeszcze syna, imieniem Dytrych, a był on głuchoniemy.
— Tak, był głuchoniemy! — potwierdził Krystjan.
— Zmarł w czternastym roku życia! — zauważył wójt. — Była to śmierć zagadkowa zresztą. Wieczór, w uroczystość sedańską poszedł przyjrzeć się watrom na górach, a nazajutrz znaleźliśmy jego ciało w stawie gminnym.
— Utonął?
— Zapewne musiał utonąć! — odparł wójt.
Krystjan skinął mu głową i przekroczywszy bramę, ruszył ku domowi.

5.

Letycja była z mężem na przedstawieniu w operze w Buenos Aires. Grano operetkę, pustą i jałową, jak piach pampasu.
W loży sąsiedniej siedział przystojny młodzieniec i Letycja dostrzegała mimo woli raz po raz rzucane przezeń, pełne uwielbienia błyski oczu. Nagle uczuła silne szarpnięcie za ramię. Uczynił to Stefan, który bez słowa rozkazał, by z nim wyszła.
W przyciemnionym kurytarzu zbliżył swą błękitnawo białą twarz do jej ucha i syknął:
— Jeśli raz bodaj jeszcze zerkniesz ku temu błazno-