Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przed rampę, nastała ciszą i przez dziesięć sekund słychać było tylko rzężenie piersi i szelest sukien.
Patrzyła na owo morze twarzy. Fałdy białej szaty greckiej, przypominały marmur. Burza zerwała się ponownie, krzyczano i powiewano chustkami. Mała dziewczynka przecisnęła się do parapetu galerji, wyciągnęła ręce i zawołała, szlochając, tak silnie, że słychać było wyraźnie:
— Zrozumiałaś nas, duszo kochana!
Ewa nie pojęła rosyjskich słów, ale nie było jej to potrzebne. Spojrzała na małą i odczuła całą treść.

9.

Około północy udała się Ewa, wierna przyrzeczeniu, do pałacu księcia Fjedora Szilagina.
Na jej widok nastało pełne szacunku milczenie i głuche szepty. Zebrali się tu ludzie wysokiego rodu, najpiękniejsze damy dworu i towarzystwa, oficerowie rang najwyższych i ambasadorowie zagraniczni. Zaraz otoczyli ją mężczyźni, ale nadszedł Fjedor Szilagin, z szacunkiem ucałował jej dłoń i rozmawiając, wywiódł ją zręcznie z grupy.
Przesli[1] razem kilka sal, książę starał się zainteresować ją swą osobą i rzeczywiście powiodło mu się przykuć jej uwagę.
Nie było w nim cienia banalności. Każdy ruch i słowo, były obliczone na efekt z wielkiem mistrzostwem i na chłodno. Gdy mówił opuszczał rozmarzone oczy, a język i pełnia jego wymowy miała obok, właściwej Rosjanom lekkości, błyskotliwość ogromną.

Chełpliwa, cyniczna niemal świadomość, że jest piękny, oryginalny, dowcipny, podziwiany i tajemniczy nie opuszczała go nigdy. Brwi miał uczernione

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Przeszli.