Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy pamiętasz rzeźbiarza, u któregośmy były ubiegłej zimy w Meudon? Pokazywał nam rzeźby swoje i rozmawialiście o szlucc. Powiedział: — Nie wolno mi bać się marmuru, niechże marmur boi się mnie. — Za słowa te omal go nie pocałowałaś. Nie bój sic, jesteś silniejsza.
Ewa przystanęła i rzekła wzdychając:
— Celte maladie, qu'on appelle la sagesse!
Zuzanna przystąpiła do fortepianu i jęła grać polonez szopenowski, czyniąc ruchy kanciaste i podrygliwe.
Ewa słuchała chwilę, potem stanęła za grającą, dotknęła palcem jej ramienia, gdy zaś Zuzanna urwała, rzekła tonem głębokim i gardłowym:
— Jeśli tak być ma, to chcę przedtem spędzić lato miłości, jakiego nie było dotąd na ziemi. Nie mów, Zuzanno, graj dalej i nie mów.
Zuzanna spojrzała na nią i potrząsnęła głową, pełna podziwu.

8.

W dniu ostatniego występu Ewy w Petersburgu, wysadzono miną pawilon główny wystawy rolniczej.
Zamach skierowany był przeciwko W. Księciu. Oczekiwano przybycia jego, a kolejność zwiedzania poszczególnych budynków była z góry ustalona. Ale aulo jego uległo w drodze lekkiemu uszkodzeniu i ten przypadek sprawił, że przybył wraz ze świtą, kilka minut po ściśle oznaczonym czasie.
W chwili, gdy postawił stopę na schodach pawilonu, rozebrzmiał straszliwy łomot. Wszystko znikło w dymie i pośród walących się gruzów. Kilku przemysłowców i urzędników, którzy usłużnie poprzedzili W. Księcia a także dziesięciu, czy dwunastu robotników spotkała