Strona:PL Waleria Marrene Morzkowska Bożek Miljon.djvu/254

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miętnościami. Trzymał się całe życie maksymy, że gdzie nie można przeskoczyć tam podleźć należy — i na tej zasadzie począł przypominać sobie charakter człowieka z którym miał do czynienia. Kiljan był wprawdzie gwałtownym i samowolnym, jak rozpieszczony jedynak; ale też posiadał szlachetność rycerską, i więcej niż każdy inny zdolnym był iść za popędem sercowym, czyli popełnić to, co w języku hrabiego nazywało się szaleństwem. Rzeczywiście Kiljan był takim przed laty. Ale w obrachunku swoim Feliks Horecki zapominał o ubiegłym czasie, zapominał że ten czas próby zmienić musiał z gruntu człowieka który go przetrwał. Zapominał lub też nie chciał o tem pamiętać; bo teraz gdy stracił nadzieję zagodzenia sprawy z obrońcą jego, Kiljan sam był jego jedyną ucieczką. Postanowił widzieć się z nim koniecznie, chociaż rzecz ta łatwą nie była. Nie mógł go wezwać do siebie, bo jakkolwiek czelnym i zuchwałym był magnatem, czuł jednak dobrze iż Kiljan nie przestąpi progu tego pałacu z którego został wydziedziczony, chyba gdy napowrót stanie się panem jego. Udawał się z propozycyą osobistego porozumienia do pana W., ale ten w imieniu swego klienta odrzucił ją stanowczo. Pozostawał więc jeden tylko środek, szukania synowca w jego własnem mieszkaniu — a położenie tak było groźne, iż nie zważając na przyjęcie jakiego doznać może, hrabia zdecydował się