Strona:PL Waleria Marrene Morzkowska Bożek Miljon.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzieją jaka mu zostawała, było ugodzenie się jakim bądź kosztem z adwokatem Kiljana lub z Kiljanem samym. A tak był zaufanym w zręczność własną czy też w głupotę i podłość ludzką, że ostatecznie jeszcze nie upadał na duchu; a chociaż rozmowa z prawnikiem o wiele zmniejszyć mogła jego nadzieje, przecież uwierzyć jeszcze nie mógł by położenie jego było bez ratunku.
Po pierwszem wrażeniu jakie pozwy Kiljana zrobiły, wszystko w pałacu jego stryja wróciło na pozór do normalnego stanu. Hrabina nie rozumiała nawet że byt ich wszystkich był zagrożony. Amelja spoglądała na toczące się wypadki ze spokojem istoty, która już straciła wszystko i niczego spodziewać się nie może. Tylko hrabia Feliks z Wilhelmem zamieniali ponure spojrzenia. Zwolna też poza sfery sądowe przeciskały się głuche wieści o skandalicznym procesie, wytoczonym jednemu z członków najwyższej arystokracji. Rodzina księżniczki Stefanji odwlekała ślub jej z młodym Horeckim pod błahemi pozorami, kryjącemi rzeczywiste wyczekiwanie, jak obróci się pomiędzy stryjem a synowcem sprawa, którą sądy ujawnić i rozstrzygnąć miały.
Na poddaszu Kiljana nic nie zmieniło się także, i nikthy nie odgadł że ci ludzie pracujący na chleb powszedni, toczyli sprawę o miljonowy spadek; mąż i żona mało nawet mówili o nim, i nie czuli się