Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T3.djvu/616

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odpuszcząm, rzecze, ale kondycyą kładę:
Pośli poń, skoro w rzeczy ja z domu wyjadę;
Zabaw go na kapłonie i na słodkim winie,
A skoro się ja wrócę, zamkni do tej skrzynie;
Potym i żony jego zaprosim do domu,
Że jawnie oddąm, co on czynieł pokryjomu;
Inaczej krewnym wypchnę, osiekszy tą cięgą“.
Ślubuje ta uczynić wszytko pod przysięgą.
Więc skoro czas upatrzy zrobić to najsnadni,
Jedzie, nie obiecując wrócić, aż za dwa dni.
Widzi to ów i ma swe sąsiad na umyśle,
Ale pani uprzedzi i babę poń przyśle.
Idzie z wielką ochotą, wie, co za przyczyna,
Stoi kapłąn na stole, stoi flasza wina,
Do takich bowiem swasze komplementów z gachem,
Wenus każe Cererze przytomną być z Bachem.
Aż baba we drzwi, ledwie poczną komplementy:
„Pąn, rzecze, po coś wrócieł“. Gamrat jako ścięty,
Żeby go kędy skryła, prosi gospodyni.
„Nie wiem, kędy, odpowie, chyba by w tej skrzyni“.
Wymyśli okazyą ów swego powrotu,
Kwoli słabemu zdrowiu i wielkiemu błotu.
„Proś, rzecze, bowiem z sobą bawicie się rady,
Kazawszy więcej z kuchnie dać, paniej sąsiady“.
I ta, nie wymówiwszy, że mąż kędyś bawi,
Ochotnie się z posłańcem do ich domu stawi.
Jedzą, piją, a wiedząc, że też nie odrzuci,
I ów do niej, kinąwszy na żonę, koguci.
W rzeczy mu się opiera z razu, ale potem,
Gdy ją takiem darować obieca klejnotem,