Strona:PL W klatce.djvu/332

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i w téj chwili smutna jeszcze? Tyś piękna i dobra, mnóztwo ludzi zginało pewno kolana przed tobą. Ale tak, jak ja, nikt cię kochać nie mógł. Ty stałaś się dla mnie wszystkiém; przyszłość moja jest tylko z tobą, albo jéj wcale dla mnie niéma. Ja w miłość dla ciebie wlałem wszystkie siły mojéj istoty, których dotąd na nic zużytkować nie mogłem. Siły te oddawna burzyły się w mojéj piersi, dławiły mię, dopominały się o użycie; dusiłem się i targałem w mojéj klatce. Ty, Klotyldo, zstąpiłaś ku mnie, jak zbawienie; przy tobie odetchnąłem szeroko, pełnią życia, pełnią uczucia. I nie wiem już teraz, czy uczucie to istnieje we mnie i przeze mnie, czy ja istnieję w niém i przez nie. Wielu zapewne ludzi mówiło ci te same słowa, ale żaden z nich tak czuć nie mógł. Oni tam na szerokim świecie mieli obszerne pole działania, mieli bogactwo, mieli sławę. Ja nic nie mam, oprócz miłości dla ciebie: w nią wlałem wszystkie siły mojéj duszy — całą istotę moję. Klotyldo! jam w oczach twoich wyczytał niebo moje; powiédz, że mnie kochasz! Co zaczęła mowa twego spojrzenia, niech dopowiedzą usta... Nie lękaj się... nie bądź smutna, droga!... jam silny i godny ciebie. Z ufnością i śmiało wesprzyj się na mojém ramieniu, złóż piękną głowę na mojéj piersi... Nigdy, nigdy na mnie się nie zawiedziesz... Klotyldo... powiédz mi, że mię kochasz!...
Mówił coraz ciszéj i coraz silniéj przyciągał do siebie owładniętą wzruszeniem kobietę.