Strona:PL W klatce.djvu/291

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oparła łokieć na stole, a czoło na dłoni i rzekła do siostry:
Elfride! il me se fait faible!
Elfryda nic nie odpowiedziała, aby nie popsuć układu ust.
Ale Lucyan nie spojrzał nawet na dziewicze grono, lecz podszedł do stojącego we drzwiach drugiego pokoju księdza Stanisława i, ściskając ręce proboszcza, winszował mu imienin.
Potém zwrócił się do matki, a całując jéj rękę z miłością, spojrzał w jéj twarz i rzekł:
— Moja droga mateczka, pewno swoim zwyczajem, niepokoiła się o mnie.
— Żebyś się ty nie zaraził tylko tym tyfusem — odrzekła Dolewska, całując czoło syna.
— O, zdrów jestem, jak nigdy! — odpowiedział Lucyan i zwróciwszy się ku Klotyldzie, podał jéj rękę na powitanie.
— Co to za in-dy-wi-du-um? — spytał pan Rodryg Barszcza.
— To doktor — odszepnął totumfacki.
— Aha! fel-czer!
— Nie, doktor.
— To wszystko jedno.
Tak zdecydowawszy, panicz z pince-nez zwrócił się znowu ku Klotyldzie; ale o zgrozo! ujrzał ją, ją, która nie raczyła do niego dziesięciu słów przemówić, zajętą żywą rozmową z fel-cze-rem.