Strona:PL Władysław Stanislaw Reymont - Na krawędzi.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


śmierci, stawał przy trupach i strasznym krzykiem sumienia nagle rozbudzonego, wołał:
— To ja go zabiłem!
Ale potem znowu się śmiał cicho, idjotycznie, wstrząsająco i uciekał, gnany wszystkiemi furjami szaleństwa i strachu...