Strona:PL Władysław Stanislaw Reymont - Na krawędzi.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I co chwila spotykają się wraże oczy, twarze się kurczą, grzbiety się prężą, serca biją szybciej, i długo tłumiony krzyk wydziera się z piersi, ale po mgnieniu tłum znowu idzie, przewala się falą, płynie, tylko że coraz cichszy i coraz posępniejszy.
Godziny wloką się wolno i ciężko jak wieki, jakby ten dzień nie miał się nigdy skończyć.
A wiadomości niema żadnych i znikąd!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Trwożne wieści krążą jak kruki, plotki roją się, niepokój wzrasta.
Podobno delegaci rozstrzelani, podobno będzie ogłoszony stan oblężenia, podobno Prusacy gotowi do wkroczenia, podobno idą bezustanne aresztowania. Tysiąc „podobno“, a coraz trwożniejszych, rośnie w lawinę i zalewa, że już oddychać nie można.
I co najstraszniejsza, że to wszystko możebne.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Niepodobna wysiedzieć w domu.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wszystkie kawiarnie zamknięte.
Idziemy znowu na ulicę, mrok już zapadał, tłumy na Krakowskiem, że trzeba się było przepychać, patroli jeszcze przybywało.
Jeszcze było ciężej i posępniej niźli w dzień.
Wszyscy w gorączce oczekiwania, nowiny latają jak błyskawice, proklamacje idą z rąk do rąk, zdenerwowanie się podnosi, niepokój ogarnia, że jeśli ktoś głośniej krzyknął lub jakaś brama huknęła, tłum przy-