Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Pisma - Tom 32 - Ave Patria.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

w niej wszystka pamięć żywota, wszystkie dnie wstawały z zapomnienia i szły przez pamięć czarownym, weselnym korowodem. Spowił go różany obłok marzeń i, kołysząc pieściwie, wiódł w okwiecony gaj cichego, człowieczego szczęścia i śpiewał hymny istnienia.
Bezmierna tęsknota wżarła mu się w serce.
— Nigdy! Nigdy! Nigdy! — zaskowyczał żal, dziki, niewypowiedziany żal.
Sto żelaznych pazurów zakręciło mu wnętrzności, że porwał się oszalały, jakby chcąc runąć w burzę, uchwycić się wichrów i uciekać z tego grobu i powrócić do życia.
Ale stanął, wodząc przerażonemi oczami dokoła, bo rozległ się w nim surowy, mocny głos matki:
— Cieszę się, żem cię wydała na świat, bo teraz mogę cię oddać ojczyźnie. Bądź dumnym, że możesz za nią umrzeć.
To był jej ostatni głos pożegnań! Pamiętał go i czuł w sercu, jak ogień niezgaszony: wyprostował się naraz i szepnął pokornie:
— Umrę, matko! Umrę!
Rozprężył się dumnie, wzgardą zabił chwilę słabości, stał się znowu wodzem nieustraszonym, stał się już tylko zimnym, nieubłaganym ciosem, jaki miał spaść na wrogów.
Było już po północy, gdy torpedowce wysunęły się pośpiesznie i poleciały na zwiady, a statki