Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Marzyciel Szkic powieściowy.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 205 —

Ale Józio się nie położył, lecz tylko znowu zabrał się do czytania listu od Buczka. List był długi, na ośmiu stronach i bardzo ścisłem i drobnem pismem, czytał go jednak wiersz po wierszu, uważnie i z coraz większem zainteresowaniem, gdyż Buczek z szaloną werwą i niezmiernie plastycznie opisywał przygody swojej podróży i Paryż; zwłaszcza opis Mi-caremu był niesłychanie barwny entuzjastyczny i porywający!
Józio czytał długo, powracając do pewnych miejsc i szczegółów po kilka razy, i coraz więcej się upajał, coraz głębiej odczuwał, coraz wyraźniej widział, i coraz potężniej przeżywał to wszystko, aż wkońcu list odrzucił, przymknął olśnione oczy i z nieopisaną rozkoszą pogrążył się na samo dno tych scen opisywanych, w ten chaos barw, ruchów, wrzawy i szaleństwa; tańczył na ulicach, z uśmiechem szczęścia przepychał się wskróś rozśpiewanych tłumów, gdzieś z niemi płynął i miotał się w dzikich konwulsjach szalonej zabawy, śpiewał wraz z niemi, krzyczał i pił spragnionemi ustami oszałamiającą rozkosz życia!
Oprzytomniał dopiero, kiedy jakiś pociąg przeleciał pod oknami z przeszywającym świstem.
— Ja byłem głupi, a on sobie teraz używa! Boże, jaki ja byłem głupi! Głupi! — Głupi! powtarzał z wściekłością, ale coraz ciszej i żałośniej, bo nagła, gryząca tęsknota zaczęła mu znowu wyżerać serce i mózg. Zaskowyczał jak pies, chlaśnięty batem, i rzucał się na wszystkie strony, nie wiedząc,