Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Marzyciel Szkic powieściowy.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Upajam się, a muszę tylko patrzeć, jak o każdej porze dnia i nocy, na wszystkie strony świata i wszystkiemi pociągami inni gdzieś jadą, inni się śpieszą, inni…
Przecież sam dobrowolnie wdeptałem się w ziemię, przykułem się na łańcuch i nałożyłem na siebie żelazny kantar — to chociaż zawyć z tęsknoty, to mi wolno!
Żeby można zabić w sobie wszelkie marzenia, byłbym zupełnie szczęśliwy!
Zimno na dworze — uspokoiłem się jednak; do pociągu mam jeszcze z godzinę — idę spać!

Niedziela. W tej chwili otrzymałem list Mikada z Paryża!

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·

Rzucił notes w kąt i więcej już nie pisał.

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·


XIII.

List przyszedł rano, pierwszym pocztowym, i Józio przeczytał go narazie bardzo pobieżnie.
— Klituś bajduś, módl się za nami! — szepnął ironicznie, zdał służbę i wyszedł na peron.
Dzień robił się cudny, słońce wyniosło się z poza lasów i świeciło coraz cieplej, złociściej i promienniej, białe szrony pokrywały ziemię runią