Strona:PL Władysław Smoleński-Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej szkic historyczny.pdf/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rozerwał motłoch habit zmarłego księdza i trupie całował ręce, a „jego duch i chwała przelana w polskie pałasze i serca.“
W duchu Słowackiego[1] przedstawił księdza Marka Mickiewicz w dramacie Konfederaci barscy i ks. Chołoniewski w opowiadaniu Magnificat[2]. Mickiewicz charakterystykę zakonnika wkłada w usta lekarza rosyjskiego, który takie robi uwagi:

Mnich to szczególny: Egzaminowałem,
Znalazłem rękę prawą o dwa cale
Dłuższą od lewéj i mięsistszą: dowód,
Że szabla dobrze ręce tej znajoma.
Szabla to rękę tak hypertroficznie
U szlachty polskiéj wzmacnia | przedłuża.
Jest więc szlachcicem i żołnierzem starym.
Do tego blizny pewne ma na czole,
Które niecałkiem są seraficznemi:
Od cięcia szabli zdają się pochodzić
I widać na nich świeżość zagojenia.

„Nieseraficzny“ z powierzchowności, zawsze przecież używa ksiądz Marek opinii proroka, prowadzi życie ascety i surowości do tego posuwa stopnia, że gdy chciano wypić za jego zdrowie, — kubek odepchnął, a nawoływał do modłów. Różni się jednak od kreacyi Słowackiego zwątpieniem, jakie ujawnia z okazyi projektu Pułaskiego uderzenia na Kraków, chociaż w końcu na przedsiewzięcie przyzwala. W opowiadaniu ks. Chołoniewskiego niknie zupełnie rycerz, a występuje kaznodzieja-asceta. Mniema, że klęski konfederacyi barskiéj wynikły z upadku pobożności i wiary, — z jedném

  1. Śród pism pośmiertnych poety znalazł się urywek Beniowskiego, opiewający dalsze dzieje księdza Marka, — powrót do celi i tłómaczenie się przed zwierzchnością klasztorną. W urywku owym — z późniejszej doby twórczości poety — pełen jest ksiądz Marek mesyanistycznego namaszczenia i, przeświadczony o roli swojéj w kofederacyi, błaga o pozwolenie opuszczenia klasztoru:

     Ojcze przeorze! teraz ojczyzna kochana
    Serce moje zabrała i z tego rubachy,
    Któregoś ty znał, ojcze, apostół dziś boży,
    A na śmierć przeznaczony, jak owca śnieżysta,
    Na któréj pasterz kredą czerwoną położy
    Krzyż śmiertelny. Więc nędza mię dzisiaj ojczysta
    Na to wiedzie, że krzyż ten przyjąłem i krzyże
    Piszę na sercach ludzi... A często je zliże
    Matka u owcy białéj, gdy dziecko całuje
    I nie wie, że zliżawszy od śmierci uwalnia;
    Ale mój krzyż jest wieczny i nikt nie ratuje
    Moich biednych rycerzy... I zacznie się szczwalnia...

  2. Pisma pośmiertne. Lipsk, 1851, t. II.