Strona:PL Władysław Orkan-Miłość pasterska 124.jpeg

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Oczy twe odbijają w sobie światło gwiazd.
— A w oczach twoich płomienie sie jarzą.
— Księżyc na czoło twoje świeci
i ubiera cię jak świętą.
— Czoło twe czarne, jakby je smoła opaliła.
A twarz podobna teraz djablej...
— Nie lękasz sie?
— Nie, bo wiem, żeś ty jest przy mnie,
bo cię czuję...
— Niech sie świat zapadnie ze mną!
— Zabij mnie!

Księżyc znowu rozgarnął po dolinie światło,
rozprószył białe mgły
i porozwieszał je po stromych zboczach.
Roztoka się rozwidniła, bory się odkryły,
kopy stoją, jako stały —
nic się nie zmieniło.
Odgłos tupotów głuchych odzywa się w ziemi,
i słychać z oddalenia zawodzenie skrzypiec.
Zmęczone głosy dolatują do ostatnich kóp.

»Cemuz ci sie, Franuś,
Piórko nie migoce?
Dałeś je Hanusi
Za złote warkoce...«

Na niebie poczęło świtać.
Gwiazdy pobielały,
od wschodu wychodziły coraz śmielej zorze.