Strona:PL Władysław Orkan-Miłość pasterska 109.jpeg

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A małe jagnię ostało,
nie może nadążyć,
samo idzie po polanie, zawodzi i płacze
i woła, woła, by je poczekali.
Ostatniej owcy grzbiet łysnął za wierchem.
W głuchej ciszy słychać jeno ten samotny płacz.
O kraju! O dolino smutku!
Tam — przy nieznanem drzewie
ukryty drogi skarb,
o którym nikto nie wie...

Wszedł w wąwóz.
Huk roztoki zgłuszył dalsze słowa.
Niezadługo minął wąwóz, przeszedł wązką bramę
i ujrzał się na drodze w przestronnej dolinie,
wśród ugorów rozległych, na krańcu Przysłopia.

Doleciało go z oddali zawodzenie skrzypiec.
Począł dygotać w sercu, drżeć na całem ciele.
Ile razy posłyszał kiedy zdala skrzypce,
zawdy to drżenie dziwne owładało nim.
Nie wiedział jeno, skąd się bierze,
jaki temu powód.
Może powstaje nieświadomie
na wspomnienie chwil,
jakie dotąd pamięta z dzieciństwa swojego.

Spał w izbie.. Aże naraz przebudził go widok.
Owies zadzwonił na szybach.