Strona:PL Władysław Bełza - Dla polskich dzieci.djvu/320

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Stoi, patrzy w dal głęboką
I poświstu wichrów słucha,
Nieruchome jego oko,
Zdradza ognie jego ducha.

Szyszak mu na skroni błyska,
Pierś rozsadza pancerz twardy,
Głownię miecza w dłoni ściska,
Stoi, patrzy rycerz hardy.

Cisza wkoło... żadne zgoła
Nie wstrząsają ziemi dreszcze...
„Czy już pora?“ rycerz woła —
A głos z góry grzmi: „Nie jeszcze!“

I znów grom po gromie spada,
Jak w dzień sądu ostateczny,
Góra z jękiem się zapada
I duch wraca na sen wieczny.

Lecz niedługo już snu tego,
Stara babka dziatwie wróży:
Za chwilami chwile biegą,
Słońce wstaje znów po burzy...

Wkrótce wzejdzie dzień słoneczny,
Dzień zbawienia, dzień otuchy,
Co z pościeli zbudzi wiecznej,
Pod tą górą spiące duchy.