Strona:PL Władysław Bełza - Dla polskich dzieci.djvu/309

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ni nadziei, ni rozpaczy,
Nie ma w oczach jej wyrazu.

Potem zdejmie djadem z głowy
I zawiedzie głośne żale:
„Płyń mi, wianku mój cierniowy,
„Przez wiślane, srebrne fale...

„Na doliny i na góry
„Roznoś skargi moje łzawe,
„Mów, że polskiej ziemi córy,
„Śmierć przenoszą nad niesławę!...

„Niech się długo nie ucisza
„Głos, co smutne serce roni:
„Mów, że nigdy dłoń przybysza,
„Nie posiądzie Polki dłoni!

„Nieś przestrogi groźnej słowa,
„Po przezroczu wód szerokiem:
„Córy polskie sam Bóg chowa —
„Przed łakomem wrogów okiem!“

I z tem, drżąca i spłoniona,
Niby rybka w tonie pluska;
Fala lekko potrącona,
Mieni się jak srebrna łuska.