Strona:PL Władysław Bełza - Dla polskich dzieci.djvu/292

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W górę rzuca wzrok natchniony,
Tam, gdzie zorza prawdy świta,
Idzie w błękit zapatrzony
I gwiazd o los Polski pyta!

Za nim świetnym korowodem,
Płynie długi orszak cieni:
Oto stają przed narodem,
Mędrcy polscy i uczeni.

Stają cienie te szlachetne,
Otoczone czcią i mirem,
Lecz ich gwiazdy bledną świetne,
Bo przykryte smutku kirem.

O wy, których wiatr kołysze,
Przez gwiazdziste niebios stropy,
Mówcie, jakie Bóg tam pisze,
Dla Ojczyzny horoskopy?

O! mów ty, wybrańcze nieba,
Co po mlecznej stąpasz drodze,
Któryś z wozu strącił Feba,
By sam ująć jego wodze...

Mów! bo świt się w chmurach grzebie,
Że nie przedrzeć mgły oczyma,
Czy już Polska na swem niebie,
Opiekuńczej gwiazdy nie ma?