tych grzbietów i ciągnących się prawie w prostej linji jeden obok drugiego.
Wkrótce „Victorja“ znalazła się po drugiej stronie Rubeho, na skłonie zarośniętym drzewami o ciemno zielonych liściach, potem dotarła do okolicy, robiącej wrażenie pustyni o rozmaitych przepaściach, ciągnącej się od kraju Ugogo; dalej znajdowały się żółte, puste równiny, pozbawione wszelkiej roślinności.
Nieliczne kępy drzew, które w dali zamieniały się w lasy otaczały horozynt.
Doktór zbliżał się do ziemi, kotwica została wyrzucona, zahaczywszy się na gałęziach olbrzymiego sykomoru. Joe opuścił się szybko po drzewie na dół i ostrożnie przymocował kotwicę, doktór zajął się utrzymaniem równowagi balonu. Wiatr prawie zupełnie ustał.
— Teraz — powiedział Fergusson, weź dwie strzelby przyjacielu Dicku, jedną dla siebie, drugą dla Joego i sprobójcie szczęścia, a może na obiad spożyjemy pieczeń antylopy.
— Na polowanie! — zawołał z ożywieniem Kennedy, wyszedł z łodzi i spuścił się na dół. Joe zlazł po gałęziach i oczekując na strzelca prostował swe członki.
— Ale nie uciekaj nam pan — wołał z dołu Joe.
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/94
Wygląd
Ta strona została przepisana.