Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— 12 lat, powtórzył zdumiony chłopiec okrętowy.
— Tak, mój mały, gdybyś się tam urodził byłbyś niemowlęciem jeszcze, a ten tam stary 50-letni chłopczykiem 4-letnim.
— To niedouwierzenia, zawołali wszyscy słuchacze.
— Istotna prawda zapewniał gorąco Joe. Ale jeżeli pozostaniecie na jednem miejscu, nic ze świata nie zobaczycie, niczego się nie nauczycie, mało różnić się będziecie od świnek morskich. Chodźcie na Jowisza, zobaczycie najrozmaitsze cuda; ale trzeba tam zachowywać się przyzwoicie, gdyż posiada on groźną straż przyboczną!
Śmiano się, ale w części wierzono jego słowom; mówił potem o Neptunie, który gościnnie przyjmuje żeglarzy, o Marsie, gdzie zbiegają się wojska wszelkiej broni, co wcale nie jest przyjemnem. Co się tyczy Merkurego, to świat tam haniebny, sami złodzieje i kupcy, którzy są tak do siebie podobni, że ich rozróżnić nie można; wreszcie opisywał Wenus w najpiękniejszych wyrazach.
— A gdy powrócimy z tej wyprawy, — mówił Joe, udekorują nas gwiazdą południowego krzyża, który tam u góry świeci.