Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

com do upolowania dziczy, gdy spuścimy się na ziemię.
— Ach panie Kennedy, będziesz pan miał sposobność wykazania swej zręczności, — zauważył pewien młody majtek, obserwując szkota z zazdrością.
— Pomijając już to — dodał inny, że połączysz pan przyjemność z wielką sławą, którą pozyskasz.
— Moi panowie — odpowiedział strzelec, jestem wam wdzięczny za oddawane mi pochwały... ale nie mogę ich przyjąć, gdyż nie pojadę...
— Co! wołano ze wszech stron, pan nie pojedziesz?
— Nie pojadę!
— Nie chcesz pan towarzyszyć doktorowi?
— Nie tylko to, lecz jestem tu jedynie, aby go w ostatniej chwili powstrzymać od tej wyprawy.
Oczy wszystkich zwróciły się na doktora.
— Nie zważajcie panowie na to, co mój przyjaciel mówi — rzekł ten spokojnie. O wyprawie tej nie można z nim mówić, wie on jednak dobrze, że będzie mi towarzyszył w podróży.
— Przysięgam na mego patrona...