— Podróż nie przyjdzie do skutku? — Chyba pan nie widziałeś balonu, który przygotowują w warsztatach panów Mitschel w Londynie.
— Będę się strzegł go podziwiać!
— Szkoda, tracisz piękny widok, panie Kennedy, pyszny to budynek, a jaka śliczna łódka, jakże nam dobrze i miło w niej będzie.
— A więc serjo masz zamiar towarzyszenia swemu panu?
— To się rozumie, — odparł Joe. Może mam go samego puścić teraz, gdy pół świata z nim razem przebiegłem? Kto go będzie wspierał, kto rękę poda, gdy trzeba będzie przeskoczyć przepaść, a kto pielęgnować, gdy zachoruje? — nie, panie, Joe wykona swój obowiązek, pozostanie na stanowisku.
— Dzielny z ciebie chłopak! — krzyknął szkot z uznaniem.
— Przecież i pan z nami jedziesz?
— Naturalnie, będę wam towarzyszył aż do ostatniej chwili, aby odwieść od popełnienia wielkiego głupstwa. Nawet podążę za wami do Zanzibaru, aby zrobić co będzie można, aby przeszkodzić urzeczywistnieniu tego szalonego pomysłu.
— Nie uwłaczając panu, ręczę, że pan nic nie zdziała. Mój pan nie jest takim narwańcem, jak pan sądzisz. Nim coś przedsiębierze,
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/40
Wygląd
Ta strona została przepisana.