Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/308

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Naprzód! — krzyknął Joe.
Ogień z muszkietów był mu odpowiedzią i jedna kula nawet otarła mu się o ramię, wówczas Kennedy strzelił ze swego karabinu i powalił na ziemię jeszcze jednego nieprzyjaciela.
Okrzyki wściekłości, niedające się opisać, towarzyszyły ucieczce balonu, który podniósł się do 800 stóp.
W 10 minut potem odważni podróżni zauważyli, że zbliżają się do drugiego brzegu.
Tam stała pełna zaciekawienia, obawy i wzruszenia grupa złożona z 10 ludzi. Ludzie ci mieli na sobie uniformy francuskie. Można sobie wyobrazić ich podziw, gdy zauważyli wznoszenie się balonu na drugim brzegu rzeki. —
Żeby nie dowódca ich, porucznik marynarki, który z gazet wiedział o odważnej wyprawie doktora Fergussona i rzecz całą im wytłómaczył, byliby na pewno sądzili, że balon to zjawisko nadziemskie.
Było wątpliwem, czy balon, który zaczął się zwężać, dotrze do przeciwległego brzegu, to też francuzi wskoczyli do rzeki i pochwycili w objęcia trzech anglików w chwili, gdy „Victorja“ spadła o parę sążni od lewego brzegu Senegalu.