któr zaprowadził swych towarzyszy do Senegalu.
Przybywszy na brzeg, Fergusson rozpoznał wodospad Guina, nie widać tu było żyjącej istoty, ani też barki.
Na pierwszy rzut oka przypuścić należało, iż przebycie tej rzeki jest niemożliwem; ale doktór niebawem zawołał donośnym i energicznym głosem:
— Nie wszystko jeszcze stracone!
— Byłem tego pewny — rzekł Joe, spoglądając z zaufaniem na swego pana.
Widok zeschniętej trawy, którą ujrzał doktór, naprowadziło go na śmiałą myśl. Być może, iż pewnym sposobem można by się jeszcze uratować. Zaprowadził swych towarzyszy do obsłony balonu.
— Jesteśmy od tej zgrai oddaleni jeszcze na godzinę drogi — rzekł Fergusson, nie traćmy czasu i zbierzmy wielką ilość zeschniętej trawy, potrzeba mi najmniej około 10 funtów tejże.
— Co z nią zrobisz? — pytał Kennedy.
— Nie mam już gazu, nie pozostaje mi więc nic innego, jak przebycie rzeki za pomocą ogrzanego powietrza.
— Ach, mój Samuelu, ty jesteś istotnie wielkim człowiekiem!
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/306
Wygląd
Ta strona została przepisana.