Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

libasów; po upływie jednak godziny, „Victorja“ znowuż zaczęła spadać i łódź niebawem znalazła się na ziemi.
Talibasi rzucili się na nią. Zaledwie jednak „Victorja“ dotknęła ziemi, gdy znów, jak się to często zdarza w podróżach napowietrznych, jednym skokiem wzniosła się, aby znów spaść o milę dalej.
— Więc nie ujdziemy im! — zawołał gniewnie Kennedy.
— Wyrzuć zapas wódki, Joe! — zawołał doktór, a także instrumenty, w ogóle wszystko, mające jakąkolwiek wagę, nawet ostatnią naszą kotwicę, konieczność tego wymaga!
— Joe wyrzucił barometr i termometry, ale to nic nie znaczyło, balon, który się na chwilę podniósł, znów spadał; talibasi przysuwali się coraz bliżej i byli odeń oddaleni zaledwie o 200 kroków.
— Wyrzuć obydwie strzelby, — wołał doktór.
— Przynajmniej nie bez wystrzałów — rzekł strzelec.
I cztery strzały jeden po drugim padły w szeregi jeźdźców, czterech też talibasów padło na ziemię, wydając wściekłe okrzyki.