Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/301

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— 750 stóp, ale nie możemy już za pomocą wznoszenia się, lub opadania, szukać pomyślnego wiatru, lecz musimy zdać się na łaskę i niełaskę balonu.
— To źle, wiatr jest umiarkowany, mruczał Kennedy, gdyby nas porwał orkan, szalejący przedtem, dawno bylibyśmy już stracili z oczu tych łotrów.
— Łajdaki, ścigają nas! — rzekł gniewnie Joe.
— Gdyby tylko strzał mógł ich dosięgnąć — zauważył strzelec, z największą przyjemnością wysadziłbym z siodła jednego po drugim.
— Byłoby to dobrze, ale wówczas bylibyśmy także oddaleni od nich na strzał i „Victorja“ stałaby się łatwym celem dla kul z muszkietów, a pomyśl, w jakiem bylibyśmy położeniu, gdyby kule ich rozerwały balon.
Talibasi ścigali podróżnych przez całe przedpołudnie. Do godziny 11-ej z rana, balon przebył zaledwie 15 mil na zachód. Doktór wciąż patrzał, szukając na horyzoncie chociażby jakiejś małej chmurki. Obawiał się wciąż zmiany powietrza. Co by się z nimi stało, gdyby rzuceni znów zostali nad Nigr? Nadto wiedział, że balon widocznie opadał; od chwili wzlotu spuścił się przeszło na 300 stóp, a do Senegalu było co najmniej jeszcze 12 mil, sądząc