Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Joe usłuchał rozkazu i wkrótce obydwie kotwice zawisły pod łodzią.
— Widzę duże lasy — dodał doktór, umocujemy balon do jakiegoś drzewa. Za nic na świecie nie chciałbym nocy przepędzić na ziemi.
— Więc wcale nie wysiądziemy? — pytał Kennedy.
— Na cóżby się to przydało? — powtarzam wam, że byłoby to niebezpiecznem, gdybyśmy się rozłączyli, nadto będziecie mi potrzebni do pewnej trudnej roboty. „Victorja“ przesuwała się po nad olbrzymiemi lasami, nagle zatrzymała się, kotwice uwięzły. Z nastaniem zmroku wiatr ustał, balon zawisł nad wielkiem zielonem polem, utworzonem z liści wielkich sykomorów.