Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Smutne to, — rzekł Joe, gdy trzeba tak pozbawiać się wszystkiego.
— Co się ciebie tyczy Joe, nie chciej się znowu poświęcać, jakeś to już raz uczynił, przysięgnij mi, że się nie ruszysz z miejsca.
— Nie obawiaj się pan, panie doktorze, nie rozstaniemy się.
„Victorja“ wzniosła się o jakie 20 sążni, ale szczyt góry sterczał jeszcze wysoko po nad nią.
Za dziesięć minut łódź nasza zmiażdży się o górę, jeżeli nie przesuniemy się po nad nią, myślał Fergusson.
— Wyrzucić cały zapas mięsa, które jest ciężkie, zostawić tylko pemikan!
Balonowi ubyło znowu około 50 funtów ciężaru, widocznie się wzniósł, ale cóż to pomogło, góra wciąż była po nad nim. Położenie było straszne. „Victorja“ sunęła z wielką szybkością; wiedziano, że przy zetknięciu rozleci się w kawałki.
Doktór rozglądał się po łodzi, była ona zupełnie pusta.
— Będziesz musiał broń twą poświęcić, Dicku.
— Broń moją poświęcić? — zawołał wzruszony strzelec.
— Jeśli to jest koniecznem?
— Samuelu! Samuelu!