Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

słońca oświetliły Sego, stolicę Bambarra, miasto odznaczające się tem, że składa się z czterech oddzielnych miast. Podróżni mogli tylko w przelocie widzieć meczety i ruchliwą ludność, dążącą z jednego miasta do drugiego.
Wiatr południowo — wschodni gnał ich za szybko, aby mogli bliżej przypatrzeć się tej stolicy, nie widzieli więc i nie byli widziani.
— Jeśli przez dwa dni następne tak szybko będziemy się posuwali, dotrzemy do Senegalu.
— Wówczas znajdziemy się w krajach zaprzyjaźnionych? — zapytał Kennedy.
— Jeszcze nic zupełnie, ach, gdyby „Victorja“ mogła jeszcze przebyć parę set mil, przybylibyśmy bez zmęczenia aż do wybrzeża zachodniego.
— I wówczas podróż nasza będzie skończoną — rzekł Joe. Gdyby nie chodziło o przyjemność opowiadania szczegółów z naszej podróży, nie wysiadałbym nigdy na ląd. Jak pan sądzisz, panie doktorze, czy nam uwierzą?
— Kto wie, kochany Joe, zaprzeczyć wszakże jednemu faktowi nikt nie będzie mógł, bo przecież mieliśmy tysiące świadków, że wyruszyliśmy z tamtej, a powracamy z tej strony Afryki.