Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Jest to straszny deszcz, o wiele więcej szkodliwy, niż największy grad — zauważył Kennedy.
— Przytem niema na szarańczę żadnego środka — dodał Fergusson, za zniszczenie, jakie wyrządza, daje jednak do pewnego stopnia wynagrodzenie, gdyż tuziemcy zbierają w znacznej ilości te owady, służące im za smaczną potrawę.
Pod wieczór okolica stawała się błotnistą, lasy nikły, ustępując miejsce pojedynczym drzewom; na brzegach rzeki ukazywały się plantacje tytoniu i różne rośliny pastewne. Na jednej z wysp podróżni ujrzeli miasto Dschenna, prowadzące znaczny handel.
— Gdyby nie zwłoka w podróży — rzekł doktór, można by w tem mieście wysiąść, przebywa tu niewątpliwie nie jeden arab, który był we Francji lub Anglji i, któremu nasz sposób podróżowania nie byłby obcy.
— Odłóżmy tę wizytę do czasu przyszłej wyprawy, śmiejąc się, zauważył Joe.
— Jeżeli się nie mylę, moi przyjaciele, wiatr zaczyna dąć ze wschodu, ze sposobności tej powinniśmy korzystać.
Doktór wyrzucił parę niepotrzebnych przedmiotów i udało mu się utrzymać „Victorję“ w prądzie dlań pomyślnym.
O godzinie 4-ej z rana pierwsze promienie