Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

O godzinie 8-ej wieczorem „Victorja“ przebyła przeszło 200 mil na zachód i oczom podróżnych przedstawiło się wspaniałe widowisko.
Promienie księżycowe, wydostawszy się z po za gęstych chmur, padły na łańcuch gór Hombori.
Niema nic piękniejszego nad te wierzchołki, które wyglądają jakby były z bazaltu; rysowały się w fantastycznych sylwetkach na ciemnym horyzoncie, można było wziąć je za bajeczne ruiny jakiego średniowiecznego miasta.
„Victorja“ przyjęła teraz kierunek więcej na północ i 20-go rano przebiegała po nad siecią kanałów, strumieni i rzek, wpadających do Nigru.
Liczne kanały pokryte gęstą trawą robiły wrażenie łąk. Niger płynął tu pomiędzy dwoma brzegami, bogato zarosłemi w krucyfery i tamarindy.
Całe stada gazeli tarzały się w wysokiej trawie, a aligatory spokojnie na nie czatowały.
Liczne wielbłądy, naładowane towarami z Dschenna, stały w cieniu drzew. Wkrótce ukazał się przy zakręcie rzeki szereg nizkich chatek; na dachach i tarasach leżała nagromadzona pasza.