Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

nowił nie przerywać podróży, wzniósł „Victorję“ do 500 stóp i ta sunęła spokojnie dalej. W niedzielę rano nastąpiła zmiana w kierunku wiatru, który gnał balon na północo-zachód.
— Czy jesteśmy jeszcze daleko od wybrzeża? — pytał Joe.
— Od jakiego wybrzeża, mój chłopcze? — Czyż wiemy gdzie nas przypadek zaprowadzi. Mogę ci tylko tyle powiedzieć, że ztąd do Timbuktu jest jeszcze 400 mil.
— A ile czasu potrzeba, ażeby się tam dostać?
— Jeśli wiatr nas zbyt nie uniesie, przypuszczam, że przybędziemy tam we wtorek wieczorem.
Wieczorem tego dnia balon przebył 2° 20’ długości, a w nocy przekroczył jeszcze jeden stopień.
W poniedziałek nastąpiła zupełna zmiana powietrza, padał deszcz rzęsisty, w tych stronach bardzo częsty, natrafiono też na duże błota; roślinność składała się głównie z mimozów, boababów i tamarindów.
Było to terytorjum Sonray.
— Wkrótce dosięgniemy Nigru — rzekł doktór, krajobraz w pobliżu dużych rzek przybiera inne kształty.