noc? — pytał strzelec, śledząc na karcie kierunek „Victorji“.
— Tak.
— Czy cię to niepokoi?
— Dla czego tak przypuszczasz?
— Ponieważ droga ta prowadzi przez Tripolis i przez wielką pustynię.
— Tak daleko nie zajedziemy, kochany Dicku.
— Gdzie zamierzasz się zatrzymać?
— Może w Timbuktu.
— W istocie, wmięszał się do rozmowy Joe, kto był w Afryce, powinien także widzieć Timbuktu.
— Będziesz piątym lub szóstym europejczykiem, który zobaczy to tajemnicze miasto. Gdy przybędziemy do miejscowości, położonej między 17° i 18° szerokości, poszukamy korzystnego prądu, który nas zagna na zachód.
— Czy długo jeszcze będziemy podróżowali w kierunku północnym?
— Przynajmniej 150 mil.
— W takim razie położę się spać.
— Przyjemnych marzeń, panie Kennedy, odpocznij pan również, panie doktorze, na mnie teraz kolej czuwania.
Strzelec ułożył się w namiocie, a doktór pozostał na straży, twierdząc, że nie jest znużony.