— To wystarczy.
I doktór wręczył mu worki z piaskiem.
Stój w głębi łodzi i bądź gotów wyrzucić balast za jednym zamachem! Ale, błagam cię, czekaj chwili rozkazu!
„Victorja“ wznosiła się teraz nad jeźdźcami, którzy ścigali Joe’go w galopie.
Doktór stał przy przedniej krawędzi łodzi i trzymał w ręku rozwiniętą drabinkę, celem spuszczenia jej w odpowiedniej chwili.
Joe znajdował się w oddaleniu 50 kroków od swych prześladowców. „Victorja“ znalazła się po nad tem miejscem.
— Baczność, Kennedy! Joe, uważaj! — krzyknął doktór, wyrzucając drabinę, której stopnie dotykały ziemi.
Joe odwrócił się i pochwycił drabinę, w tej samej chwili doktór rzekł do Kennedy’ego.
— Teraz!
— Stało się!
I „Victorja“, pozbawiona ciężaru większego od wagi Joe’go, wzniosła się w powietrze na 150 stóp.
Joe trzymał się z całych sił drabiny i wdrapał się ze zręcznością klowna cyrkowego do swych towarzyszy, którzy go przyjęli z otwartemi rękoma.
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/269
Wygląd
Ta strona została przepisana.