Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Krzyki przekleństwa i gniewu arabów rozległy się w powietrzu, a ponieważ zajęci byli wyłącznie ściganiem zbiega, nie zauważyli wcale „Victorji“, oddalonej od nich zaledwie o 50 kroków i, unoszącej się po nad nimi na wysokości 30 stóp. Jeden z jeźdźców coraz więcej się zbliżał do Joe’go, zamierzając nań uderzyć dzidą.
Widząc to, Kennedy dał strzał, który araba powalił na ziemię.
Joe na odgłos strzału nawet się nie odwrócił.
Część jeźdźców na widok „Victorji“ stanęła, reszta jednak nie zaniechała pościgu.
— Co ten Joe robi? Dla czego nie zatrzymuje się? — wołał Kennedy.
— Joe zachowuje się bardzo dobrze, odgadłem myśl jego, trzyma się w kierunku balonu i liczy na naszą pomoc!
Uprowadzimy go z przed nosa tych arabów!
Teraz jest oddalony od nas zaledwie o 200 kroków.
— Co mam czynić? — pytał Kennedy.
— Przedewszystkiem odłożyć strzelbę.
— Dobrze!
— Czy możesz utrzymać w ręku 150 funtów balastu?

— Jeszcze więcej!