Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ XXXV.
Od czasu, gdy Kennedy zajął miejsce obserwacyjne w łodzi, spoglądał bezustannie i uważnie na horyzont. Po pewnym czasie zwrócił się do doktora i rzekł:
— Jeśli się nie mylę, widzę tam zbiorowisko ludzi lub zwierząt, wciąż się poruszających.
— A może to burza, która nas chce znów porwać na północ? — rzekł Fergusson, powstając w celu zbadania horyzontu.
— Nie przypuszczam, aby to miała być burza, to stado dzikich wołów lub gazeli.