Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

mu dokuczał, gdyż pokarm złożony z korzeni i owoców palmy nie mógł go zaspoić i dodać sił do marszu 30 milowego, który właśnie odbył na zachód. Noc postanowił przepędzić na brzegu jeziora.
Tu znowu znosił wiele, od ukąszeń rozmaitych obrzydliwych owadów: muchy, moskity i t. p. robactwo formalnie pokrywało ziemię. Po upływie dwóch godzin z resztek ubrania nic nie pozostało, owady wszystko zjadły.
Była to straszna noc, podczas której znużony wędrownik ani chwili nie mógł wypocząć.
Nareszcie nastał dzień; Joe szybko powstał i ujrzał ze wstrętem, że łoże jego dzieliła obrzydliwa ropucha, przyglądająca mu się obecnie swemi dużemi, okrągłemi oczyma.
Przejął go wstręt nie do opisania, ale otrząsnął się z niego niebawem, zanurzając się w wodzie.
Po kąpieli, która go orzeźwiła trochę, puścił się w dalszą drogę. Właściwie nie wiedział już co czynić, ale czuł w sobie jakąś siłę przezwyciężającą rozpacz.
Głód zaczął mu coraz bardziej dokuczać, dzięki obfitości wody miał przynajmniej czem gasić pragnienie i, gdy przypomniał sobie cier-