Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

padł w sen głęboki, któryby trwał długo, gdyby nie zbudziła go wilgoć, roztaczająca się w chacie.
Wilgoć ta zamieniła się niebawem w masę wody, siągającej mu do pasa.
— Co się stało? — zawołał, powódź! prawdopodobnie nowa tortura tych przeklętych negrów, naprawdę, nie będę czekał, aż woda dojdzie mi po za głowę. Rzekłszy to, poruszył silnie murami, które się rozpadły, znalazł się niebawem w pośrodku jeziora; wyspa przestała istnieć, znikła podczas nocy, miejsce jej zajęła daleka płaszczyzna jeziora Tschad.
Jedno z częstych zjawisk na jeziorze Tschad, uwolniło odważnego Joe’go. Nie jedna wyspa, która zdawała się posiadać moc skały, znikała w ten sposób.
Joe nie znał tych własności wysp Tschadu, ale nie omieszkał z nich skorzystać.
Wkrótce ujrzał barkę, do której się zbliżył, na szczęście znajdowało się w niej parę wioseł. Umieściwszy się w niej wygodnie, szybko mknął po jeziorze.
Trzeba się zorjentować, mówił do siebie. Gwiazda podbiegunowa mi dopomoże, zwykła ona wskazywać kierunek północny. Joe, ku wielkiemu zadowoleniu, niebawem się przekonał, że