Podczas gdy Joe tak rozmyślał, tłum otoczył go wkoło, padając przed nim na ziemię. Coraz bardziej oswajano się z jego widokiem i ofiarowano mu pyszną ucztę, złożoną ze zsiadłego mleka, miodu i tłuczonego ryżu. Odważny chłopiec spożył z apetytem podane mu jadło. Gdy nastał wieczór, czarownicy wzięli ze czcią Joe’go za rękę i zaprowadzili do chaty pełnej amuletów. Zanim tam wszedł, spojrzał bojaźliwie na masę kości leżących wokoło tego świętego miejsca. Gdy go zamknięto, zaczął rozmyślać nad swojem położeniem.
Podczas wieczora i części nocy słyszał uroczyste pieśni i prócz tego hałas, który dla uszu afrykańskich był prawdopodobnie bardzo przyjemnym.
Uderzano w bębny i łomotano starem żelazem, tańczono i śpiewano chórem.
Joe mógł przez otwory, znajdujące się w ścianach, obserwować te uroczystości; o każdej innej porze przyglądanie się ceremonjom sprawiło by mu przyjemność, lecz umysł jego trapiły poważne myśli. Chociaż skłonny był na obecne swe położenie zapatrywać się z dobrej strony, nie mógł jednak zaprzeczyć faktowi, że wpadł w ręce dzikiego plemienia, a fakt ten wystarczał, ażeby wywołać smutne myśli. Po kilku godzinach, znużenie przemogło i Joe po-
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/255
Wygląd
Ta strona została przepisana.