w których przebywają aligatory, nie troszcząc się w cale o ich obecność.
Ale, czyż Joe nie wpadł z jednego niebezpieczeństwa w drugie? Ponieważ jednak nie miał innej rady, dał się uprowadzić na brzeg.
— Prawdopodobnie, myślał on, ludzie ci podziwiali „Victorję“, jako zjawisko powietrzne, byli świadkami mego upadku i obejdą się ze mną z szacunkiem, przynależnym człowiekowi, który spadł z nieba.
Tak myślał Joe, gdy go przyprowadzono do brzegu, na którym zgromadziły się tłumy wszelakiej płci i różnego wieku, wydające przeraźliwe okrzyki.
Znajdował się wśród plemienia biddiomahów, odznaczających się piękną czarną skórą jak heban. Nie potrzebował się wstydzić swego ubioru, gdyż był „rozebrany” wedle najnowszej mody tego kraju.
Zanim zdążył zdać sobie sprawę z położenia swego, zauważył, że przyjmowano go z prawdziwą czcią. Uspokoiło go to nieco, chociaż przygoda w Kaseh stała mu żywo jeszcze w pamięci.
Przypuszczam, że będę musiał zostać albo Bogiem, albo jakimś synem księżyca, niech się więc dzieje wola nieba, kiedy inaczej być nie może. Najważniejszem jest zyskać na czasie.
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/254
Wygląd
Ta strona została przepisana.