Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

dzić; bo jest to bardzo naturalnem, że jeden człowiek poświęca się dla ocalenia dwóch innych.
Joe, uspokoiwszy się co do tego punktu, począł myśleć o sobie, znajdował się wśród niezmierzonego jeziora, zamieszkanego przez nieznane dzikie plemiona. Jeden z powodów więcej, aby się ratować, bez użycia pomocy innych, a fakt ten wcale go nie przerażał.
Przed napadem tych ptaków, które wedle jego zdania zachowały się jak prawdziwe sępy, zauważył na horyzoncie wyspę. Postanowił zrzucić z siebie mniej potrzebne części ubrania i rozwinąć całą swą umiejętność pływania. Przechadzka wodna na przestrzeni 6 — 7 mil, nie utrudzała go zbytecznie i myślał teraz tylko o tem, ażeby prostą drogą dopłynąć do wyspy. Po upływie 1½ godziny odległość, dzieląca go od wyspy, nie była zbyt znaczną, ale czem więcej zbliżał się do lądu opanowywała go myśl, której pozbyć się nie mógł.
Wiedział on, że na brzegach tego jeziora znajdują się olbrzymie aligatory, których żarłoczność była mu znaną. Odważny ten chłopiec przyzwyczaił się do uważania wszystkiego na świecie za rzecz naturalną, ale do myśli o aligatorach nie mógł przywyknąć.