„Victorja”, nakręciwszy się, nagle zawisła. Wiatr północny przeważył teraz i gnał obecnie balon w przeciwnym kierunku, ale z równie wielką szybkością.
— Dokąd dążymy? — pytał Dick zaniepokojony.
— Niechaj Opatrzność nami kieruje, kochany Dicku, nie należało nawet na chwilę w nią wątpić. Ona wie lepiej, co dla nas zbawienne i prowadzi obecnie do miejsc, których nie spodziewaliśmy się ujrzeć.
Do niedawna roztaczające się niziny zaczęły ustępować miejsce małym pagórkom; wiatr dął jeszcze wciąż gwałtownie, i „Victorja“ sunęła w przestworzu, nadzwyczaj szybko.
Droga, którą obecnie przebywali podróżni była inną, zamiast brzegu Tschadu, widziano wciąż pustynię. Kennedy zwrócił uwagę przyjaciela na tę okoliczność.
— To nic — uspokajał go doktór, najważniejszą jest dla nas rzeczą przybyć znowu na południe, prawdopodobnie ujrzymy miasto Wuddie, lub Kuka, i nie omieszkamy tam się zatrzymać.
— Zgadzam się z tem — odparł strzelec. Niechaj nas tylko Pan Bóg strzeże od tego, abyśmy nie byli zmuszeni przejeżdżać pustyni. Zdaje