Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— Mój drogi, dla mnie to jest nie mniej bolesne, ale musimy się poddać konieczności.
Odjazd jednakże był połączony w wielką trudnością. Głęboko zapuszczoną kotwicę, pomimo usiłowań, nie można było odczepić i Fergusson był zmuszony przeciąć linę. „Victorja“ wzniosła się od razu na 300 stóp i skierowała się bezpośrednio na północ.
Doktór nie mógł temu przeszkodzić i, założywszy ręce, pogrążył się w ponurem rozmyślaniu.
Po upływie paru minut, przemówił do Kennedy’ego w te słowy:
— Może źle zrobiliśmy, żeśmy się w taką podróż puścili?..
— Przed paru dniami uważaliśmy się za szczęśliwych, żeśmy uniknęli wielkiego niebezpieczeństwa — odpowiedział strzelec. Biedny Joe, prawa natura, dobre serce! jeżeli na chwilę dał się oślepić bogactwami, to jednak dobrowolnie poświęcił swe skarby. Teraz jest daleko od nas i wiatr unosi nas coraz dalej, ale my znów powrócimy, nieprawdaż?
— Tak, Dicku, nawet gdyby nam przyszło iść pieszo do jeziora Tschad i zetknąć się z sułtanem Bornu.

— Będę ci towarzyszył wszędzie! — zape-