ko, aby odnaleść naszego przyjaciela. Przedewszystkiem usuńmy z „Victorji“ na nic już nie przydatną zewnętrzną powłokę. Uwolnimy się od znacznego ciężaru, 650 funtów, a to się opłaci.
Dwaj towarzysze wzięli się do roboty, połączonej z wielkiemi trudnościami; musiano bardzo mocną materję jedwabną zrywać po kawałku. Praca ta trwała 4 godziny, balon wewnętrzny nie został uszkodzony.
„Victorja“ po zdjęciu powłoki znacznie się zmniejszyła, co wywołało wielkie zdziwienie ze strony Kennedy’ego.
— Nie obawiaj się Dicku, potrafię przywrócić równowagę i, gdy nasz biedny Joe powróci, będzie mógł z nami znowu podróżować.
— Jeśli mnie pamięć nie myli, to w chwili upadku znajdowaliśmy się niedaleko od jakiejś wyspy.
— Tak i mnie się zdaje, ale wyspa ta, jak i wszystkie inne Tschadu, niewątpliwie jest zamieszkana przez rozbójników morskich. Dzicy ci byli świadkami naszej katastrofy. Co się stanie z Joem, gdy wpadnie w ich ręce, a może przesądy plemienia go ocalą?
— Joe będzie się umiał zręcznie wywinąć, ufam w jego spryt i przytomność umysłu.