Przejdź do zawartości

Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— W istocie — zawołał Kennedy, Joe ma znów szczęśliwą myśl...
— Której, proszę w czyn nie wprowadzać — dodał doktór, zwierzę pociągnęło by nas tam, dokąd nikt by z nas nie chciał się dostać.
— Zwłaszcza teraz, kiedy zbadaliśmy zawartość wody w jeziorze. Czy można jeść tę rybę? — panie doktorze.
— Co ty nazywasz rybą, jest zwierzęciem ssącem, mięso jego jest bardzo smaczne; służy ono przedmiotem handlu wśród ludów zamieszkałych nad brzegami jeziora.
— Żałuję zatem, że strzał pana Kennedy’ego chybił.
— Chcąc powalić rzecznego konia, trzeba trafić go albo w brzuch albo w nogę, kula nie naruszyła go nawet. Jeśli tylko grunt okaże się korzystnym, będziemy mogli się zatrzymać na północnym brzegu jeziora, tam, Dicku, ujrzysz całą menażerję i będziesz mógł dowoli strzelać.
— Chciałbym spróbować mięsa tego konia rzecznego, przecież to wstyd dotrzeć do środkowego punktu Afryki i jeść tylko bekasy i kuropatwy jak w Londynie.